06.08.2026

Niepewna sytuacja geopolityczna a rynek pracy

Wojna w Ukrainie, konflikty na Bliskim Wschodzie i napięcia handlowe pokazały, jak szybko wydarzenia oddalone często o tysiące kilometrów mogą wstrząsnąć zakładami produkcyjnymi w Polsce. Brak komponentów, wydłużone trasy transportowe, skoki cen energii czy nagłe zmiany liczby zamówień stały się elementem codzienności przedsiębiorstw. W efekcie firmy coraz częściej dochodzą do wniosku, że o ich odporności nie decydują już wyłącznie strategie kryzysowe, zapasy, technologia czy alternatywni dostawcy. Z analizy ekspertów Smart Solutions HR wynika, że największe znaczenie mają ludzie.

Geopolityka wchodzi na halę produkcyjną

Obecnie polskie firmy są zmuszone funkcjonować w warunkach stanowiących ogromne wyzwanie – na decyzje zakładów produkcyjnych w Polsce wpływa dziś nie jeden kryzys, lecz kilka nakładających się na siebie źródeł ryzyka. Wojna w Ukrainie nadal zagraża infrastrukturze energetycznej, transportowej i portowej. Do tego dochodzą napięcia na Morzu Czerwonym i wokół Kanału Sueskiego, sytuacja w Cieśninie Ormuz, wojna handlowa między USA i Chinami oraz globalna rywalizacja o surowce. Zakłócenia na najważniejszych szlakach morskich podnoszą koszty przewozu, wydłużają terminy dostaw i zmuszają przewoźników do wybierania alternatywnych tras. Szczególne znaczenie ma sytuacja w Cieśninie Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowego handlu ropą i gazem. Jej destabilizacja wpływa nie tylko na importerów surowców, ale także na ceny energii, paliw i transportu.

– W obliczu aktualnych wydarzeń na arenie międzynarodowej produkcja funkcjonuje dziś w warunkach dużej zmienności. Firmy nie zawsze są w stanie przewidzieć, czy zamówienia utrzymają się na obecnym poziomie, czy komponenty dotrą na czas oraz czy w kolejnym kwartale nie wzrosną koszty transportu i energii. W takich okolicznościach szczególnego znaczenia nabierają ocena ryzyka operacyjnego oraz możliwie precyzyjne planowanie działań alternatywnych i awaryjnych, które pozwolą ograniczyć skutki czynników zewnętrznych. Z naszej perspektywy równie istotny jest jednak obszar, który często schodzi na dalszy plan, bywa zaniedbywany, a w momentach kryzysowych nierzadko cierpi najbardziej – pracownicy i zabezpieczenie zasobów kadrowych – mówi Agnieszka Różańska, Business Development Manager w Smart Solutions HR.

Z obserwacji ekspertów wynika, że zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych zmienia się znacznie częściej niż jeszcze kilka lat temu. Dawniej wiele firm mogło planować produkcję z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Obecnie zamówienia są dużo mniej przewidywalne, przez co przedsiębiorstwa muszą bardzo szybko reagować na zmieniające się potrzeby rynku – a to z kolei wpływa na decyzje kadrowe oraz podejście pracodawców do rekrutacji i zatrudnienia. W praktyce często wygląda to tak, że w jednym miesiącu firma zgłasza zapotrzebowanie na 20 dodatkowych pracowników, a już dwa tygodnie później potrzebuje 50 lub 60 osób, aby uruchomić kolejną zmianę. Zdarza się również sytuacja odwrotna – klient ogranicza produkcję i w krótkim czasie zmniejsza zapotrzebowanie na personel.

Dobrym przykładem jest branża motoryzacyjna, w której skala produkcji zależy zarówno od liczby zamówień składanych przez producentów samochodów, jak i od dostępności komponentów. Podobnie wygląda sytuacja w logistyce i e-commerce, gdzie popyt na pracowników gwałtownie rośnie w okresach wzmożonych zakupów, takich jak Black Friday czy święta Bożego Narodzenia. Tego rodzaju wahania są dla firm swoistym testem odporności operacyjnej – pokazują, jak szybko potrafią dostosować zasoby kadrowe do zmieniających się warunków i przygotowują je na nieprzewidziane zdarzenia, w tym również te wynikające z kryzysów geopolitycznych – tłumaczy Włodzimierz Kucharczuk, Project Manager w Smart Solutions HR.

 

Słowo klucz: elastyczność

Zdaniem ekspertów, niepewność wywoływana przez wydarzenia na arenie międzynarodowej nauczyła pracodawców, że pracownicy nie są kosztem operacyjnym – coraz częściej stanowią jeden z filarów odporności firmy.

Jeszcze kilka lat temu firmy produkcyjne koncentrowały się przede wszystkim na szybkim uzupełnianiu braków kadrowych. Według ekspertów dziś priorytetem staje się budowanie odporności organizacji na zmieniające się warunki rynkowe. Oznacza to odejście od sztywnego planowania zatrudnienia na rzecz elastycznego zarządzania zespołami, które pozwala szybko dostosować liczbę pracowników do aktualnego poziomu produkcji i liczby zamówień.

Z perspektywy rynku pracy wyraźnie widać zmianę podejścia do rekrutacji. Firmy coraz częściej traktują dostęp do pracowników jako element strategii biznesowej, a nie wyłącznie operacyjnej. Dlatego rośnie znaczenie dywersyfikacji źródeł pozyskiwania kandydatów, a rekrutacja międzynarodowa staje się standardem, a nie rozwiązaniem stosowanym wyłącznie w okresach niedoboru kadr. To świadoma decyzja, która pozwala ograniczać ryzyko personalne, utrzymywać ciągłość produkcji i zwiększać stabilność organizacji. Firmy zyskujące dziś realną przewagę konkurencyjną to te, które potrafią szybko reagować na zmiany rynkowe i przede wszystkim zapewnić stabilny dostęp do wykwalifikowanych pracowników  – wskazuje Mariana Zubryk, Project Manager w Smart Solutions HR.

Zespół musi zapewniać ciągłość, jakość i bezpieczeństwo procesów produkcyjnych, ale jednocześnie pozostawać na tyle elastyczny, aby można go było dostosować do zmieniającej się sytuacji. Dlatego zakłady ostrożniej zwiększają stałe zatrudnienie, częściej rekrutują etapami i dokładniej analizują, które kompetencje są dla nich kluczowe. Równocześnie rozwijają modele oparte na pracy tymczasowej, outsourcingu procesów i stałej współpracy z agencjami zatrudnienia – dodaje Agnieszka Różańska.

Zmienia się także podejście do źródeł pozyskiwania kandydatów. Rekrutacja pracowników z zagranicy przestaje pełnić rolę rozwiązania awaryjnego uruchamianego dopiero wtedy, gdy brakuje osób na lokalnym rynku. Coraz częściej jest stałym elementem strategii kadrowej i sposobem na dywersyfikację ryzyka.

Pracownicy z zagranicy odgrywają dziś kluczową rolę w zabezpieczaniu kadr dla produkcji. Uzupełniają niedobory lokalnych pracowników, pozwalają utrzymać pełną obsadę zmian i zapewniają ciągłość realizacji zamówień. Dają też firmom większą elastyczność przy sezonowych wzrostach produkcji, uruchamianiu nowych linii czy pozyskiwaniu dużych kontraktów. Ich dostępność ma również bezpośrednie znaczenie biznesowe. Braki kadrowe mogą prowadzić do niewykorzystania mocy produkcyjnych, opóźnień i wzrostu kosztów jednostkowych. Zatrudnienie pracowników z zagranicy ogranicza to ryzyko i pozwala firmom zachować większą przewidywalność operacyjną oraz konkurencyjność – wskazuje Włodzimierz Kucharczuk.

Istotnym elementem zabezpieczania zasobów staje się również wielozadaniowość. Coraz więcej zakładów szkoli pracowników do wykonywania kilku rodzajów zadań, aby w razie absencji, przestoju lub nagłego wzrostu zamówień móc elastycznie przesuwać ich między stanowiskami.

 

Firmy lepiej przygotowane, ale fundamentem są ludzie

Technologia, automatyzacja i zapasy bezpieczeństwa pozostają istotnymi filarami odporności. Nie zapewnią jednak ciągłości działania bez odpowiedniej liczby ludzi, którzy obsłużą urządzenia, skontrolują jakość, przygotują wysyłkę i zareagują na sytuację odbiegającą od standardowego procesu.

W tym kontekście ogromne znaczenie ma przygotowanie kadrowego planu awaryjnego obejmującego stałą współpracę z agencją zatrudnienia, budowanie rezerwowej bazy kandydatów oraz utrzymywanie kontaktu z byłymi pracownikami. Ważne są także szkolenia wielozadaniowe i regularne prognozowanie potrzeb kadrowych w różnych scenariuszach. Takie podejście pozwala szybciej uzupełniać braki, sprawniej reagować na nagłe zmiany i ograniczać ryzyko przestojów operacyjnych.

Z naszej analizy, rozmów z pracodawcami i przedsiębiorstwami wynika, że zakłady produkcyjne są dziś lepiej przygotowane na nagłe zaburzenia niż w czasie pandemii czy w pierwszych miesiącach wojny w Ukrainie. Firmy częściej dywersyfikują dostawców, utrzymują większe zapasy kluczowych komponentów, korzystają z alternatywnych kierunków transportu i opracowują scenariusze awaryjne. Jednocześnie poziom przygotowania jest nierówny – część przedsiębiorstw nadal koncentruje się przede wszystkim na kosztach, kosztem odporności operacyjnej. W praktyce odporność zakładu można ocenić po tym, jak szybko potrafi zastąpić dostawcę, wznowić produkcję po przestoju i przede wszystkim – uzupełnić braki kadrowe. Najważniejszym testem nie jest więc samo posiadanie procedury kryzysowej, ale czas potrzebny na realny powrót do normalnej pracy. To właśnie dostęp do odpowiednich ludzi coraz częściej decyduje o tym, czy przedsiębiorstwo wyjdzie z kryzysu z minimalnymi stratami i w jak najkrótszym czasie – podsumowuje Mariana Zubryk.